czwartek, 1 maja 2014

Wpis 5.

Cześć. Długo nie było żadnego postu. Jest prosty powód. Jestem w ośrodku gdzie generalnie nie wolno używać komputerów. Trochę słabo. Jest i tu w sumie dobrze. Choć bywa cholernie ciężko. To jednak jakby nie patrzeć szpital odwykowy. Przepraszam tych którzy to czytali. Przepraszam ale to jest ostatni post jaki tutaj dodaje. Nie chcę wracać do tego co było. Zaczynam od nowa. Nie chcę już żyć w ten sposób. Chcę się obudzić. Chcę zniszczyć tę iluzję.

niedziela, 27 października 2013

Wpis 4.

Na początku chciałam przeprosić, że nie dodałam wpisu wczoraj. Zaraz wam wszystko wytłumacze.
No więc dzień zaczął się normalnie. Nie będę wnikać w szczegóły bo nie warto. Po południu zadzwonił do mnie mój chłopak. Troche z nim pogadałam. W pewnej chwili coś mnie naszło. Doszło do mnie że to nie ma sensu. Wiecie, ten cały związek na odległość. Wiedziałam że on nie jest szczęśliwy w takiej sytuacji. Wytłumaczyłam mu co czuje. Na początku protestował. W końcu się zgodził się ze mną. Rozłączyłam się . Uderzyło mnie to bardzo. Cholernie mocno. Siedziałam tak z godzine rycząc i panikując. No i w pewnym momencie zaczeła się totalna drama. Chciałam się zabić. Uważacie że to głupie i pojebane? W zupełności się z wami zgadzam. Lecz t tamtym momencie to było dla mnie jedyne rozwiązanie. Wziełam nóż z kuchni i wróciłam do swojego pokoju. Nooo i… uznałam że jestem zasranym tchórzem i tak na sucho tego nie zrobie. Wypaliłam kilka skretów. Po dość krótkim czasie byłam wstawiona. Wzięłam do reki ten cholerny nóż i pocielam sobie całe rece. Chore? Być może. Pomogło? Ni chuja. Spojrzałam na ostrze i szybko biłam je sobie w brzuch. Po chwili leżałam na podłodze i czekałam aż to się skończy. Niestety miałam pecha. Chwile później znalazła mnie kumpela i potem pamiętam jak się obudziłam w szpitalu już pozszywana.
Potem wieczorem pisałam z pewną osobą. W miedzyczasie mój chłopak napisał do mnie smsa że dowiedział się że jestem w szpitalu i że przyjedzie jak najszybciej. No i przyjechał. Pogadaliśmy i wszystko wyjaśniliśmy.
Na szczęście teraz już jestem w domu z Mirkiem. Myśle że nie zdradze wam szczegółów tego co się działo po powrocie. Powiem tylko ze nie mogliśmy sobie pozwolić na wiele bo musze uważać na szwy. J Wiecie co? To jest takie pojebane. To znaczy miłość. To takie… no sama nie wiem. Dziwne. Ale nie zamieniłabym jej na nic innego. Dzisiaj uświadomiłam sobie jak najważniejsza osoba w moim życiu mnie kocha. I wiem że zrobi dla mnie wszystko. Powiedział że nie ma zamiaru mnie zostawiać samej. I chyba już nie wróci do Oxfordu. Ten dzień zaliczam, mimo wszystko, do udanych.

Klaudia.

PS
Dziękuje pewnej osobie. Pewnej dziewczynie, z którą wczoraj wieczorem pisalam. Jesteś niesamowita. Nie wiem jak ci się odwdzięcze. DZIEKUJE. DZIEKUJE. DZIEKUJE.
PS 2

Jeśli macie pytania to zadawajcie je w komentarzach. Na każde odpowiem szczerze. J

piątek, 25 października 2013

Wpis 3.

No więc. To znowu ja. Wybaczcie, ale to mi nie daje spokoju. Musze wam powiedzieć wszystko. Cały dzisiejszy dzień. Od początku aż do teraz.

Jak już wcześniej wspomniałam, obudziłam się w jakiejś piwnicy. Siedziałam na ziemi. Było mi troche zimno. Obudził mnie mój telefon. Zaczełam go szukać. Znalazłam go pod jakąś dziewczyną. Wiecie jak sie ta znalazł? No ja właśnie też nie wiem. No w każdym razie odsunęłam tą laske by wziąć telefon. Wygladała na jakieś 13 lat. Ja w jej wieku taka nie byłam. Wyglądała jak trup. I też tak śmierdziała. Ogólnie wszystko tu śmierdziało niemiłosiernie. Ale nie smród mnie teraz obchodził. Dziś jest piątek a więc dzień szkoły. Zajebiście. Nie ma nic gorszego od pójścia do szkoły w stanie częściowego odurzenia. Skierowałam sie ku wyjściu. Po drodze starałam się omijać leżących ludzi i ich wymiociny i inne obrzydlistwa. Najlepsze jest to że zawsze jak budze sie w takich miejscach nikogo nie znam i nie kojarze. Śmieszne nie? Kiedy już jakoś wydostałam sie z tej piwnicy wyszłam na świeże powietrze, którego cholernie potrzebowałam. W sumie to miałam ochote zwymiotować, ale uznałam że to nie ,,etyczne'' i sie powstrzymałam. Mój blok znajdował się po drugiej stronie ulicy. Niedaleko nie? Też tak na początku  myślalam. Normalnemu człowiekowi zajełoby to jaką minute. Mi zajęło ok 10. Ledwo szłam. Miałam szczęście że było na tyle wcześnie, że sąsiedzi siedzieli jeszcze w domach. Wiedziałam, że nikogo nie spotkam. Matka już dawno była w pracy. Na szczęście zawsze mam przy sobie klucze do domu. Właściwie ostatni raz spałam w domu jakiś miesiąc temu. Gdy do niego wracam to tak troche dziwnie sie czuje. Weszłam po tych jebanych schodach i otworzyłam drzwi. Jakoś wpełzłam do mieszkania, rzuciłam torbę i poszłam a właściwie pobiegłam do łazienki zwymiotować. Myślę, że daruje sobie opisywanie tego momentu. W końcu wziełam ten upragniony prysznic i ubrałam się w jakieś świeże ciuchy. Wybrałam dresy, bokserke i pierwszą lepszą bluzę. Spojrzałam w lustro. Gdyby nie fakt, iż mój żołądek był już pusty, zwymiotowałabym. Wyglądałam jak rasowa ćpunka. Biorąc pod uwagę to, że miałam mokre włosy, wygladałam jak ta dziewczynka z ,,The ring''. Tak, było aż tak źle. Rozczesałam włosy, wysuszyłam je i wzięłam się za ogarnięcie tego co miałam na twarzy. Łatwo sobie mnie wyobrazić. Sine wory pod czerwonymi oczami. Sine opuchnięte usta. Skóra blada jak u trupa. No i dochodził do tego rozmazany wczorajszy makijaż, o którym zapomniałam. Gdy zmyłam resztki wczorajszej nocy z twarzy wzięłam z kosmetyczki podkład, tusz, eyeliner, puder i róż. Starałam się jakoś sie zamaskować, ale nic z tego. Nawet z make-up'em wyglądałam tragicznie. Musiało być ostro skoro nic nie pamietam i wygladałam jak wygladałam. Wziełam torbe, zapakowałam do niej książki i poszłam po koleżanke. W drodze do szkoły za wszelką ceną starałam się unikać tematu wczorajszej nocy. Nagle poczułam ostry ból w lewej ręce. Przypomniałam sobie, że mój nadgarstek jest w bandażu. To dość długa historia. Opowiem wam innym razem. Wracając kiedy doszłyśmy do szkoły już był dzwonek. Szybko doszłam do klasy przed nauczycielką. Pierwsza była religia. Zbawienie dla mnie. Przez całą lekcje spałam. Potem był polski, biologia, matma no i plastyka, na której nigdy nic nie robie a ta babka i tak mnie uwielbia i stawia mi szóstki. Chore? Może i tak, ale szósteczki lecą! Yeah. W drodze powrotnej do domu nic specjalnego sie nie działo. Po lekcjach wpadłam jeszcze do Kamili po towar a potem do domu. Pierwsze co zrobilam po wejściu do mieszkania, to rozpakowałam paczke ze świeżyzną. Było pare małych paczek marychy i kilka torebeczek prochów. Nie myślcie sobie że mam to wszystko za darmo. Wydaje co 3 dni ok 200 lub 300 zł na świeży towar. To i tak mało. Zrobiłam kilka skrętów i zajarałam . Zjarałam chyba ze 3 skrety. Potem wziełam jedną z torebeczek i jej zawatrość wysypałam na biurko. Zrobiłam kilka kresek i po kolei je wciągnęłam. Usiadłam na ziemi i wlączyłam muzykę. Po kilku minutach czułam jak wszystko zwalnia. Moje ciało sie rozluźniło a umysł uspokoił. Odleciałam. Zapytacie, jak to jest być naćpanym? No więc nawet fajnie. Oczywiście do momentu, w którym poznajesz niemiłe skutki. Czujesz, jak wszystkie mięśnie sie rozluźniają a ty odpływasz. I wszystko jest wtedy takie fajne, spokojne. Kocham ten stan. Kocham być najebana. Jakkolwiek to zabrzmi, uwielbiam być naćpana. Na ziemie wróciłam wieczorem, kiedy mam wróciła z pracy. Poszłam na dwór gdzie spotkałam znajomych i wypiłam 2 piwa. Potem oni poszli do knajpy a ja wróciłam do domu. Dzisiaj sobie odpuściłam. Chciałam pisać bloga nie będąc pod wpływem. Niczego.

Klaudia.



PS
Jeśli macie jakieś pytania, pytajcie w komentarzu. Odpowiem na każde pytanie. Szczerze. Jakieś uwagi? Walcie śmiało. Piszcie co chcielibyście o mnie wiedzieć. Dziekuje.

Wpis 2.

Tak. To jeden z tych dni, których nienawidze. Musze ponosić konsekwencje swoich poczynań. Jest już wieczór. Postanowiłam dac sobie spokój z zabawą żeby podzielić się wami pewnymi informacjami. Dzisiaj w sumie nic się nie działo.

Mój poranek wygladał mniej więcej tak, że obudziłam się w obcym miejscu. Piwnica. Smród. Butelki po piwie. Strzykawki z igłami. Nieprzytomni ludzie. Powiecie, że to jakaś patologia czy coś przerażającego. Dla mnie to norma. Szukałam telefonu . W sumie to on mnie obudził. Nie mogłam go znaleźć . Był pod jakąś laską. Odsunęłam ją i wziełam telefon. Wygladała  na jakieś 13 lat. Ja w jej wieku jeszcze takich rzeczy nie robiłam. Przypominała trupa. Przypomniałam sobie, że przecież dziś jest piątek i musze iść do szkoły. Na szczęscie w piątki mam na 8.50. Przetarłam oczy. Smród był niesamowity, ale jak dla mnie znośny. Wstałam i skierowałam się do wyjścia. Próbowałam omijać najebanych ludzi i ich wymiociny, co było naprawde trudne. W końcu wyszłam na ulice i poszłam do domu. Gdy byłam już w mieszkaniu umyłam się, przebrałam i umalowałam.Mimo moich starań wyglądałam okropnie. Jak rasowa narkomanka. Wyobrażacie sobie? Sine wory pod czerwonymi oczami, blada skóra i napuchnięte wargi. No ale nic . Poszłam do tej pierdolonej szkoły i jakoś ją przetrwałam. Wróciłam do domu i pierwszą rzeczą którą zrobiłam było zajaranie skreta. Wypaliłam chyba ze 3 . Musiałam odreagować.

Dzisiejszy dzień był jeszcze trudniejszy niż poprzednie. Wspominałam wam ze mam chłopaka. Ma na imie Mirek. Kocham do jak cholera. Jestem z nim od ponad 2 lat. Nie rozstawałam się z nim prawie wcale. Niestety. Dwa tygodnie temu wyjechał z rodzicami do Oxfordu na jakieś 9 miesięcy. Wiecie co czułam? Czułam że to koniec. Że te 9 miesiecy to dla nas za dużo. Pamietam nasze pożegnanie. Byliśmy przytuleni. Nikt nic nie powiedział. Tylko ja zaczełam płakać. On przytulił mnie jeszcze mocniej. I pamiętam też że byłam w meeeega szoku kiedy osłyszałam że on też zaczął płakac. Nigdy nie widziałam jak płakał. Wiecie, chłopak wyższy ode mnie o pomad głowe, z tatuażami.  To był moment którego od zawsze chciałam uniknąć. Rozstanie jest straszne. Oczywiście piszemy ze sobą na gg i gadamy przez telefon. Ale rozumiecie . To nie to samo. Kiedy tu ze mną był odciągał mnie od tego gówna. Ale kiedy wyjechał wszystko wróciło. I śmiało mogę stwierdzić że jest dużo gorzej. Bez niego czuje że się staczam.

Wiecie co? Chyba mogę wam to powiedziec, nie? Ostatnio jak z nim gadałam. Tak w cztery oczy. To było jakiś miesiąc temu. Byliśmy u niego w domu. Oglądaliśmy jakiś film. I on zaczął temat dla mnie bardzo delikatny. Powiedział mi że chciałby się ze mną zestarzeć. Jak w jakimś filmie romantycznym, nie? I zapytał czy za niego wyjde. No drama. Nawet nie wiecie jak chciałam mu odpowiedzieć pozytywnie. Ale wytłumaczyłam że na razie jest za wcześnie na takie decyzje. Wtedy poczułam takie fajne ciepło, wiecie? 

No więc, wracając. Od momentu w którym wyjechał Mirek dalej biore. Jeszcze więcej niż wcześniej. To mi pomaga zapomnieć. Gdybyście tak ze 3 lata temu powiedzieli mi że w wieku 14 lat strace dziewictwo i zaczne ćpać, wyśmiałabym was.
To jest okropne. A nie mogę przestać.

Klaudia.


PS

Jeśli macie jakieś pytania, uwagi itd. To piszcie w komentarzu. Obiecuje, że na każde pytanie szczerze odpowiem oraz przyjmę każdą uwagę. Dziekuje. Obiecuje, że w następnych wpisach bardziej się otworzę. Dajcie mi troszkę czasu. Wierzcie, nie łatwo pisac o takich rzeczach. Rozumiecie prawda?

Wpis 1.

Cześć! To ja. Klaudia. Znana na osiedlu jako Mary. Jestem znana też pod różnego rodzaju nazwami pań lekkich obyczajów. Znajomi znają mnie jako spoko laske z fajnymi cycykami i tyłkiem. Przyjaciele znają mnie jako dziewczyne, która mimo, że ma dopiero 15 lat, jest uzależniona m.in. od marychy, koki i wielu innych gówien. Szczerze to nie mam zbyt wielu przyjaciół . Są nimi moja naj Kamila i mój zajebisty chłopak Mirek. Oni też brali, ale wyrwali się i teraz próbują ,,pomóc’’ mi. Niestety bezskutecznie. Łatwo mnie sobie wyobrazić. Laska średniego wzrostu z ciemnymi włosami, dużymi oczami i pełnymi ustami. Duże cycki, duży tyłek, nienajgorsze nogi. Nie będę was zamęczać moim życiorysem bo to nic ciekawego. Mieszkam z matka od kilku lat. Nie wiem czy słowo ,,mieszkam’’ jest odpowiednie. Po prostu jestem u niej zameldowana. Można powiedzieć, ze mieszkam na całym osiedlu. Troche tu, troche tam. I dobrze myślicie. Nie jestem dziewica. Zaczełam uprawiać seks w wieku 14 lat. Wcześnie? Być może. Nazwiecie mnie dziwką? Macie do tego prawo. Czy żałuje tego? Nie. Jestem zwyczajną nastolatką? Zdecydowanie nie.

Tego bloga założyłam, bo chciałam się z wami podzielić moim życiem. Pokazać wam mniej wiecej co czuje i jak sobie radze z różnymi problemami, a jest tego sporo. Będę z wami szczera. Co do wszystkiego. Będę tu pisać o wszystkim co mi się przydarzy. Chce się komuś wygadać. Chce wam opowiedziec jakie są skutki przesadnego buntu. W komentarzach możecie zadawać pytania, które chętnie odpowiem. Do tej pory się kryłam. Teraz wy będziecie pierwszymi, którzy poznają prawdę. Poznacie moją własną ILUZJĘ.


Klaudia.